To jedno z tych dań, które przed włożeniem do piekarnika wyglądają ciekawie, ale dopiero po upieczeniu robią prawdziwe wrażenie. Soczysty mięsny farsz przykrywam bardzo cienkimi plasterkami ziemniaków, układając je jeden na drugim niczym rybie łuski. W piekarniku brzegi ziemniaków mocno się rumienią i stają się chrupiące, podczas gdy ich środek pozostaje delikatny.
Składniki
- 700 g mięsa mielonego wieprzowo-wołowego
- 4–5 średnich ziemniaków
- 1 duża cebula
- 2 ząbki czosnku
- 1 jajko
- 3 łyżki bułki tartej
- 1 łyżka musztardy
- 1 łyżeczka słodkiej papryki
- 1/2 łyżeczki wędzonej papryki
- 1 łyżeczka majeranku
- 2–3 łyżki oliwy lub oleju
- sól i świeżo mielony pieprz
- natka pietruszki lub tymianek
Przygotowanie
Cebulę drobno siekam i podsmażam na niewielkiej ilości oleju, aż stanie się szklista. Pod koniec dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek i smażę jeszcze kilkanaście sekund.
Mięso przekładam do miski. Dodaję podsmażoną cebulę z czosnkiem, jajko, bułkę tartą, musztardę, paprykę oraz majeranek. Doprawiam solą i pieprzem, a następnie dokładnie wyrabiam.
Masę mięsną przekładam do natłuszczonego naczynia do zapiekania i formuję z niej podłużny, lekko zaokrąglony bochenek.
Ziemniaki obieram i kroję na bardzo cienkie plasterki, najlepiej około 2 mm. Przydaje się tutaj mandolina, ponieważ wszystkie plasterki mają wtedy podobną grubość.
Plastry ziemniaków mieszam z odrobiną oleju, solą i pieprzem.
Najważniejszy etap – ziemniaczane łuski
Zaczynam od dolnej części mięsa. Układam pierwszy rząd plasterków ziemniaka tak, aby lekko na siebie zachodziły.
Następny rząd układam nieco wyżej, ponownie przykrywając część poprzednich plasterków. Powtarzam tę czynność aż do przykrycia całego wierzchu mięsa.
Powstaje charakterystyczny wzór przypominający rybie łuski.
Na koniec delikatnie smaruję ziemniaki olejem i oprószam odrobiną papryki oraz tymianku.
Pieczenie
Piekarnik nagrzewam do 190°C i piekę całość przez około 55–65 minut.
Jeśli pod koniec ziemniaki są miękkie, ale jeszcze niezbyt rumiane, zwiększam temperaturę do 210°C na ostatnie 5–8 minut. Dzięki temu wystające krawędzie szybko stają się złociste i chrupiące.
Po wyjęciu z piekarnika zostawiam pieczeń na około 10 minut.
Dopiero potem kroję ją ostrym nożem na grube plastry. Przy każdym cięciu chrupiąca ziemniaczana warstwa lekko pęka, a pod nią pojawia się soczyste, aromatyczne mięso.
Jak uzyskać naprawdę chrupiący wierzch?
Najważniejsze są cienkie plasterki ziemniaków. Zbyt grube będą miękkie i bardziej przypominać klasyczną zapiekankę. Nie należy też układać ich całkowicie płasko – wystające krawędzie właśnie dzięki temu mocniej się przypiekają.
Warto również posmarować powierzchnię niewielką ilością oleju przed pieczeniem. To prosty trik, dzięki któremu ziemniaczane „łuski” nabierają pięknego złotego koloru.
Danie można podawać samo z dużą porcją surówki albo z sosem pieczarkowym, czosnkowym czy lekkim sosem musztardowym. Najlepszy jest jednak moment pierwszego krojenia – chrupiący ziemniaczany wierzch skrywa miękki, soczysty farsz i wygląda znacznie efektowniej niż zwykła pieczeń.